TL;DR Many people in the industry are so used to free high-quality content available on-line, that they can't accept the simple fact you actually have to pay for some stuff. Software crafts(wo)men who should be the first to preach for digital rights respect are the first one to breach them (& boast happily about that) - e.g. by stealing content from on-line services that (for a reasonable price) help them boost their careers.

Disclaimer: no, I haven't changed my mind & I'll keep blogging in English; however this particular post is related to situation I find very common within local (polish) technical community - I'm not saying it happens only in Poland, but somehow I didn't encounter it so widely abroad.


Kocham i zarazem nienawidzę tej branży.

Uwielbiam poczucie budowania czegoś nowego, tworzenia unikalnej wartości praktycznie z niczego. To że ogranicza mnie głównie wyobraźnia, czas i energia - co jakby nie patrzeć jest gigantycznym komfortem w porównaniu z innymi profesjami. Ale są też rzeczy, na które nie mogę patrzeć bez obrzydzenia - niestety zaliczają się do nich pewne postawy, które stają się coraz bardziej powszechne wśród kolegów / koleżanek po fachu ...

Obecna sytuacja na rynku pracy czyni z profesjonalistów IT niemalże królów / królowe (życia) - niestety niektórzy w związku z tym tracą kontakt z rzeczywistością i mówiąc kolokwialnie: sodówka uderza im do głów. Nie brakuje roszczeniowych postaw, kosmicznych wyobrażeń na temat własnej wartości - nierzadko z bardzo wąskim uzasadnieniem tychże ... To temat rzeka, ale dziś chciałbym się skoncentrować na jednym "zjawisku", które mam nieszczęście ciągle napotykać i które wk...ia mnie jak mało co.

Pluralsajta daj

Przez ostatnie lata obracałem się dużo w środowisku .NETowym, a jak .NET to Microsoft, więc przede wszystkim duże firmy (korpo-enterprajsy) - tego typu środowiska pracy często przyciągają pracownika za pomocą tzw. benefitów edukacyjnych (wiele innych sensowych argumentów nie mają ...) - szkoleń, subskrypcji i kursów on-line - jedną z najbardziej popularnych, globalnie dostępnych opcji są subskrypcje Pluralsight. Ludzie korzystają z nich praktycznie w każdej firmie, z którą miałem do czyniania przez ostatnie ~8 lat i nic w tym dziwnego:

  1. cena bynajmniej nie jest zaporowa (30 USD / m-c lub 300 USD / rok, przy czym kilka razy do roku są obniżki, nawet do kilkudziesięciu %)
  2. kursów jest multum, praktycznie codziennie wpada coś nowego - nie ma więc problemu z dezaktualizowaniem się contentu
  3. kursy merytorycznie stoją na wysokim poziomie - nie wszystkie są idealne, ale nie jest to masówka "na ilość"
  4. poziom realizacji (strona wizualna, jakość i długość nagrania) jest wysokich lotów - do tego dochodzą testy, transkrypty, kody źródłowe, ...
  5. różnorodność materiału powala - kursy dotyczą nie tylko gros używanych powszechnie plaform, języków programowania, frameworków, ale również "satelitarnych" specjalizacji jak UI/UX, grafika, projektowanie, management, itp.

Model licencjonowania jest prosty - płacisz za licencję (lub płaci za Ciebie firma) i korzystasz bez ograniczeń (pełny dostęp do bibliteki kursów). Im więcej osób w ramach subkrypcji firmowej, tym większy discount (aczkolwiek nie są to jakieś kolosalne zniżki) - ale każdy powinien mieć indywidualną, przypisaną do siebie licencję.

OK, powoli zaczyna to wyglądać na (krypto-)reklamę ... Ale na czym polega problem?

Sam se wezme

Wszędzie gdzie widziałem Pluralsight, tam pojawia się również pewnego rodzaju patologia - otóż szybko koleżanki i koledzy inżynierowie dochodzą do wniosku, że ...

... w sumie to po co za niego płacić? No bo przecież:

  • "firma płaci już za Zbyszka a on przecież nie korzysta 24h / dobę, więc czemu ja mam nie korzystać z nim na zmianę?"
  • "czemu mamy płacić X dolarów za tyle kursów, skoro nas interesują tylko te dotyczące XYZ (np. Node.js)? zapłaćmy za licencję za 1 m-c, zrzućmy je off-line i zrezygnujmy z licencji - za pół roku zobaczymy co nowego się pojawiło"
  • "przecież te informacje i tak można znaleźć w internecie za darmo, tu mam to wszystko po prostu od razu w jednym miejscu, ale dlaczego miałbym za to płacić?"
  • "płaciłem już przez 5 m-cy i wtedy korzystałem tylko sporadycznie, więc już się nachapali ..."
  • "nie będę płacił, bo przecież i tak większość z tego zgarną pośrednicy i inni cwaniacy a sami autorzy tylko skrawki, które ktoś im zrzuci ze stołu ..."
  • itd.

I zaczyna się kombinowanie ...

Jak obejść system, dzielić się licencjami, wyciągnąć zawartość.

Generalnie zrozumiałbym to, gdyby chodziło o zwykłą inżynierską ciekawość - sprawdzić na ile system jest szczelny i w przypadku znalezienia luki przekazać ją do autorów. Rozumiem też (co nie znaczy że się zgadzam ...) ideowców, którzy głoszą bezwzględne "uwolnienie informacji".

Ale nie, tu po prostu chodzi o to aby mieć dostęp, ale za niego nie płacić.

Sr... we własne gniazdo

Ot po prostu zwyczajne piractwo plus spora doza hipokryzji okraszona zdrową dawką głupawych wymówek. Co zabawne, mocno kolidująca z tzw. sztandarowymi argumentami broniącymi piractwa in general:

  • zawartość za droga (no moim zdaniem koszt Pluralsighta to śmieszny koszt nawet dla Juniora - zakładając, że opłaca sam; zwłaszcza porównując z tzw. szkoleniami classroomowymi)
  • zawartość trudno dostępna / nie ma dystrybutora (bo wszystko jest do załatwienia w 5 minut on-line, bezpośrednio na stronie Pluralsight)
  • zawartość rozrywkowa - zbytek który nie daje wartości, więc trudno przychodzi wydawać na niego ciężko zarobione pieniądze (bo akurat te szkolenia to świetna inwestycja w siebie, swoje umiejętności i wiedzę potrzebną do pracy zarobkowej)

To co mnie w pewnym sensie bulwersuje to fakt, że kto jak kto, ale akurat programiści (wg mnie) powinni być orędownikami ochrony wartości intelektualnej w produktach cyfrowych - przecież na tym właśnie zarabiają i w to wkładają na co dzień część siebie (w procesie - hmm, twórczym).

Oczekiwałbym więc, że osoby w jakimś stopniu dumne z tego co robią i widzące w tym wartość (również materialną), będą rozumieć, że za każdym produktem dostępnym on-line stoją ludzie, którzy go stworzyli, zdecydowali się go udostępnić on-line (na konkretnych zasadach) i pewnie należy im się coś za to ...

Gdzie są psy pogrzebane

Przyczyny takiej a nie innej sytuacji są ... złożone. Z jednej strony erupcja popularności OSS powoduje ogólne wrażenie, że "wszystko jest za darmo", albo przynajmniej "wszystko powinno być za darmo". Zatem gdy nagle okazuje się, ze coś jednak nie jest - pojawia się duży dysonans i ... opór.

"Bo nam się należy."

No, nie - nie należy Wam się.

Mam wrażenie, że w Polsce zjawisko jest jeszcze głębsze z przyczyn ... historycznych. Starsze pokolenie (ludzie 40+) żyło jeszcze w rzeczywistości "biernej walki z systemem", gdzie główną cnotą nie była odwaga, inteligencja czy uczciwość, ale spryt i cwaniactwo.

Największą chwałą było przechytrzenie systemu (jako system rozumiane dosłownie wszystko), największym osiągnięciem - otrzymanie czegoś za darmo / poza kolejnością. Przejawiało się to na każdym kroku - że też wspomnę ułomny system emerytalno-rentowy, gdzie "załatwienie sobie renty na lewo" było powodem do (bynajmniej nie skrywanej) dumy, a nie wstydliwym faktem do ukrycia.

Oczywiście mamy już na rynku kolejne, znacznie młodsze pokolenia programistów (i pracowników in general), ale pewne wartości nie umierają od razu, są przekazywane z pokolenia na pokolenia i zanikną / zostaną zastąpione dopiero po dłuższym czasie. Mentalność malutkich cwaniaczków niestety jeszcze nie została wykorzeniona. Co więcej, czasami mam wrażenie, że znalazła podatny grunt u tzw. libertarian ...


Oczywiście problem nie dotyczy tylko Pluralsighta, ale tzw. contentu cyfrowego in general. Nie chcemy płacić za książki ("bo i tak nieaktualne"), za filmy ("nawet gdybym nie ściągnął, to i tak bym nie kupił, więc nikt nie traci ..."), za muzykę ("ja tylko przesłuchuję sobie, jak mi się spodoba, to może kupię ..."), ale akurat przykład szkoleń on-line jest wg mnie szczególnie uderzający bo przecież mówimy o inwestycji, która ma kosmiczną stopę zwrotu - software engineer, który:

  • dba o to aby jego wiedza się nie zdezaktualizowała
  • pogłębia wiedzę w obszarach węższej specjalizacji
  • oraz również zwiększa ogólne rozeznanie w szerszym zakresie

ma:

  • praktycznie gwarancję zatrudnienia
  • start kariery (również finansowo) na poziomie marzeń dla innych branż
  • stałą tendencję wzrostu wynagrodzenia przez przynajmniej 5-7 lat (kiedy zaczynają się pojawiać pierwsze poważne wybory)

</kazanie>

OK, trochę się rozpisałem. Ale właściwie po co? Co chcę w ten sposób osiągnać?

Nie, nie mam złudzeń że uda mi się w ten sposób "nawrócić" kogoś, kto jest przekonany do odmiennych racji (nie widzi niczego złego w tym, co próbuję tu napiętnować). Może co najwyżej zasiać jakieś ziarno moralnej niepewności.

Bardziej zależy mi na tych niepewnych / nieprzekonanych / wahających się lub po prostu samemu płacących, ale mających stosunek obojętny do postawy innych. Chciałbym przekonać Was do tego, że ch..owe postawy, które jeszcze bardziej psują tę branżę warto piętnować i poddawać ostentacyjnemu wręcz ostracyzmowi.


P.S.

Nie mam złudzeń - piractwo nie zniknie sobie ot tak, będą pojawiać się coraz lepsze (ale i bardziej upierdliwe dla użytkowników) zabezpieczenia i tak w kółko. Koniec końców jeśli usługa będzie przynosiła odpowiednią wartość, to się pewnie obroni. Ale ...

  • ... jako płacący klient wolałbym jednak aby jej dostawcy skupiali się przede wszystkim na tej wartości właśnie, a nie na tym jak ją zabezpieczyć przed złodziejami
  • ... jako człowiek wolę żyć w środowisku, gdzie wszyscy rozumieją ideę win-win i nie starają się sprowadzić jej "na siłę" do zero-sum game ...